Jak przystąpić
REPOWERMAP

kalendarium

poprzedniepaździernik
2017
następne
PoWtŚrCzPiSoNi
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     
prezentacja
Kancelaria Radcowska Chmaj i wspólnicy
Rozmowa z LESZKIEM KULIŃSKIM - wójtem gminy Kobylnica, Przewodniczącym Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej, 09.02.2009 r.


Rozmowa z LESZKIEM KULIŃSKIM - wójtem gminy Kobylnica, Przewodniczącym Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej, 09.02.2009 r.

"PIENIĄDZE TO RZECZ WTÓRNA", 09.02.2009 r.



Ile elektrowni istnieje na terenie gminy Kobylnica zarządzanej przez pana?
U mnie na dzień dzisiejszy funkcjonują 24 siłownie wiatrowe o mocy 2,5 MW każda. Jest to farma japońska (...) Obecnie trwają prace przy budowie drugiej farmy wiatrowej. Powstaną również 24 siłownie o mocy też 48 MW. W ubiegłym tygodniu zawarte zostało porozumienie pomiędzy gminą a inwestorem hiszpańskim dotyczące budowy trzeciej farmy. W sumie docelowo na terenie gminy ma powstać 100 wiatraków, o łącznej mocy ok. 220 MW. Zmierzamy do tego, żeby oddać taką moc, która by zaspokajała nasze potrzeby, jeżeli chodzi o finanse, podatki, a zarazem by można było zabezpieczyć interesy ludzi, którzy są zainteresowani dzierżawą bądź produkcją energii odnawialnej.

Trafiliście na rzetelnych inwestorów. Można powiedzieć, że mieliście szczęście?
Tak, ale też weryfikowaliśmy inwestorów. Zasięgałem opinii na ten temat. Rozpocząłem rozmowy z bardzo poważnymi inwestorami w styczniu 2000 roku. Posiłkowałem się też informacjami o firmach, które są na rynku niemieckim, szwedzkim, duńskim i hiszpańskim, z którymi warto współpracować. (...) Trafiliśmy na cztery. Trzy z nich - austriacka, japońska i hiszpańska się sprawdziły, natomiast jedną wyeliminowaliśmy w trakcie postępowania.

Istnieje wiele obaw związanych z elektrowniami wiatrowymi. Czy mieli je również mieszkańcy Kobylnicy?
Trzeba przedstawić sprawę mieszkańcom, zanim się rozpocznie budowę, zanim przyjdzie inwestor. Opowiedzieć, że jest taka sytuacja, taka możliwość i potrzeba. Poinformowaliśmy mieszkańców, co oni będą z tego mieli.

Przeciwnicy oraz sceptycy podnoszą negatywny wpływ na zdrowie takich siłowni...
Na dzień dzisiejszy trudno mówić o skutkach pod względem zdrowotnym, jakie farmy przynoszą. Choć doświadczenie mówi o tym, że nie są to zbyt duże skutki. Mogą one dotyczyć psychiki człowieka, bo jednak wiatrak, jak się kręci, jakieś oddziaływanie ma. Natomiast nie ma poważniejszych fal radiowych. One są na wysokości turbiny, a więc nie dociera to do człowieka.

Kolejny argument to hałas.
To też jest mała uciążliwość. Są ludzie, którzy właśnie kupują działki w pobliżu wiatraka. Podoba im się, że z tyłu, za nimi, jak słońce wstaje, wiatrak przecina skrzydłami promienie słoneczne. Sprzedajemy też działki po 75 zł za metr kwadratowy w odległości 600-700 metrów od wiatraka. Jak jest wilgotne powietrze i ciepło, szum łopat wiatraków słychać w odległości 1-2 km. Co roku farmy muszą wykonać pomiary hałasu - który ja muszę przedstawić oficjalnie - i raport śmiertelności ptaków.

Jakie korzyści finansowe może czerpać gmina, na terenie której powstaną siłownie wiatrowe?
Jeżeli podpisuję z inwestorem porozumienie dotyczące budowy farmy, uzgadniam z nim, że wybudują np. drogi, wodociągi, kanalizację.
Wejście każdego inwestora na budowę farmy to jest przynajmniej 2,5 mln zł. Od każdego wiatraka - 100 tys. zł. Nie jest to jakaś łapówka. To forma zaspokojenia potrzeb mieszkańców. Mówimy - dobrze, godzimy się na wybudowanie farmy, ale w zamian coś chcemy. Staramy się lokować farmy z dala od większych skupisk mieszkaniowych. Pieniądze to rzecz wtórna. Ważne są skutki oddziaływania tej farmy, zablokowanie terenów na 35 lat. Tam, gdzie będzie farma, w promieniu 500-700 metrów od każdego wiatraka, już nic nie powstanie. Nie będzie żadnej zabudowy mieszkaniowej, bo tam nie mogą przebywać ludzie. /> Teraz Hiszpanie budują farmę na gruntach komunalnych, więc nasza gmina będzie czerpała pożytki w dwójnasób - z dzierżawy gruntów i z tytułu podatków lokalnych.

W jednej z gmin na terenie Ziemi Jarocińskiej, w gminie Kotlin, firma, która chce wybudować elektrownie wiatrowe zaproponowała, że to jej fachowiec wprowadzi odpowiednie zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, a rada tylko je przegłosuje.
Nie może być tak, że inwestor przychodzi do wójta i mówi - ja za pana wszystko załatwię. To jest podejrzane. Faktem jest, że posiłkujemy się pieniędzmi inwestorów i inwestor będzie decydował o pewnych sprawach, natomiast gospodarzem na terenie gminy jest wójt i rada. Jeżeli oni się nie zgodzą na coś, inwestor może się pożegnać i podziękować.

Od pewnego czasu czyni się "podchody" pod rolników. Proponuje im się konkretne, teoretycznie bardzo korzystne umowy. Teraz już sam rolnik, którego firma przekona, miałby naciskać na wójta czy burmistrza, by przyspieszył działania...
Tak samo było u nas. Dowiedziałem się, że jakaś firma kręci się po naszym terenie i zaczyna próbować z samymi rolnikami załatwiać sprawy.

Jakie kłopoty mógłby mieć rolnik, który złakomiłby się na łatwy zysk?
Umowa jest tak skonstruowana, że jak rolnik ją podpisze, będzie miał takie problemy, że na końcu będzie musiał płacić kary umowne w wysokości 500 tys. euro. Rolnik czyta umowy tylko do tego momentu, gdzie jest napisane, ile on dostanie. Nie czyta, ile może stracić. Jest tam taki zapis, że rolnik dołoży wszelkiej staranności, aby doprowadzić do tego, by nastąpiły zmiany w studium uwarunkowań gminy Kobylnica i w planie zagospodarowania przestrzennego. To jest napuszczanie rolnika na wójta czy na radę gminy. To są sprytni ludzie, którzy kręcą się koło tego interesu. Z tego można wyciągnąć potężne pieniądze.
Ucinałem sprawę krótko - robiłem zebranie wiejskie. Mówiłem, że jeżeli ktoś sam podpisze, ja nie przygotuję żadnej uchwały. To jest wasze ryzyko. Jeżeli nie ma woli większości mieszkańców, nie ma na to zgody.
Lista firm, które bardzo różnie postępują, jest bardzo bogata. Pseudofirmy nawet wpisują rolnikom przymusowe hipoteki, zabezpieczające ich interes, co powoduje, że rolnik jest ubezwłasnowolniony na 30-35 lat.

Co było trudniejsze - przekonać mieszkańców do wiatraków czy sprawdzić wiarygodność firm?
Co do przekonania ludzi - tu powinna zadziałać świadomość społeczna i potrzeba lokowania, bo gdzieś to musi powstać. Jeżeli nie u nas, powstanie w innej gminie, nawet na granicy i będzie oddziaływało również na naszą gminę.
Wiarygodność firmy łatwo jest sprawdzić m.in. poprzez sąd. Sporo firm, które buduje wiatraki, ma kapitał założycielski w wysokości 50 tys. zł. To jest wymagane minimum. Natomiast są firmy, które mają 5 mln, 10 mln euro. One są bardziej wiarygodne. Budowa farmy to 240-250 mln zł. Firma, która dysponuje kapitałem założycielskim w wysokości 50 tys. zł i twierdzi, że ona może załatwić kredyty, jest dla mnie firmą niewiarygodną.

W gminie Kobylnica skorzystały te wioski, w których powstały farmy czy też wszystkie?
Gmina korzysta w całości, bo są to wpływy dochodów do gminy. Kiedy powstała pierwsza farma, wybudowano 17 km dróg lokalnych, gruntowych, dojazdowych do pól. Firma musi też te drogi odśnieżać, utrzymywać w porządku. Miejscowości, w których są elektrownie, zyskują też konkretne kwoty - 1 mln 800 tys. zł zyskano dzięki pierwszej farmie. Teraz, kiedy budowana jest już kolejna - 2,5 mln zł. To są pieniądze, które trafiają do danej wioski w postaci wodociągów, kanalizacji, drogi, remontu świetlicy czy modernizacji szkoły. Dochodzi też dochód gminy od całej farmy, która już funkcjonuje. Z 24 wiatraków osiągamy ok. 2 mln zł podatku.

Dlaczego powstało Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej?
By walczyć o trzy sprawy - edukację ekologiczną, uproszczenie procedur. Uważamy, że farmy wiatrowe to inwestycje liniowe, energetyczne. Buduje się farmy i trzeba zmienić plan, a my uważamy, że to nie wymaga zmiany planu, ponieważ jest to inwestycja poprawiająca ekologię. Wnieśliśmy też o uproszczenie procedur podatkowych, z korzyścią dla samorządów lokalnych. Kilka lat temu wyłączono z opodatkowania turbinę. Według nas ona jest również elementem wytwarzającym energię, elementem stałym i jest też budowlą. W myśl obecnych przepisów gmina osiąga ok. 60 tys. zł od każdego wiatraka, w przypadku opodatkowania całości inwestycji byłaby to kwota 210 tys. zł.
Warto przystąpić do naszego stowarzyszenia. Należą do niego gminy, które mają duże doświadczenia w zakresie energii odnawialnej. Na pewno będziemy pomagali tym, którzy chcą do tego przystąpić i pomagali w poszukiwaniu rzetelnych inwestorów.

Rozmawiała ANNA KOPRAS-FIJOŁEK
09.02.2009

Źródło: Życie Pleszewa
http://www.zycie-pleszewa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2756&Itemid=158